W sobotę 1 października pod opieką p. B. Kurzawskiej, p. U. Roszak, p. B. Adamskiej i p. M. Szwackiego wybraliśmy się na wycieczkę do Nowego Zoo. To miejsce, gdzie można chodzić setki razy, a i tak nigdy nie przestanie zaskakiwać. Jeden raz nie wystarczy, by zobaczyć wszystkie śmieszne pozy małp, każdą wynurzającą się fokę, posłuchać skrzeczenia ptaków czy zobaczyć obudzonego tygrysa. Na początku pojechaliśmy kolejką do słoniarni, która cieszy się największą popularnością. Słonie można oglądać z wewnętrznego pawilonu, patrząc na nie z góry lub z dołu, na zewnątrz. Potem był przyjemny spacer po którym dotarliśmy do drewnianego domku, w którym za szybą były tygrysy. Z afrykańskich zwierząt widzieliśmy żyrafy i zebry, jednak znajdują się one daleko. Dla nich jest to duży plus, gdyż mają większą przestrzeń. Ale odwiedzający bez lornetek będą zawiedzeni. Na szczęście reszcie zwierząt można się dokładnie przyjrzeć. Weszliśmy też do pawilonu ze zwierzętami nocnymi. Ciemne pomieszczenie oświetlane tylko kilkoma czerwonymi lampkami, zamieszkują tajemnicze zwierzęta. Błyszczące oczy i dziwne dźwięki wywołują dreszczyk emocji. Po chwili strachu, rozśmieszył mnie widok kanguroszczura, który podobał mi się najbardziej z tego pomieszczenia. Pod koniec byliśmy także w ogródku dziecięcym, znajdują się tam zwierzęta gospodarskie. Można pogłaskać kozy, króliki, osła i kucyki.
Martyna Napierała
